#MEAPREZENTACJE - Rozmowa z Karoliną Borodacz w ramach warsztatów Polish Rising Music Stars

meaprezentacje-rozmowa-z-karolina-borodacz-w-ramach-warsztatow-polish-rising-music-stars Karolina Borodacz; fot. ONEGOG Studio Vladyslava Zakrochymska

Karolina Borodacz – fagocistka i kontrafagocistka. Muzyk orkiestrowy, kameralistka, pedagog z zapałem dzieląca się swoją pasją do muzyki i fagotu. Opowiada o miłości do niezwykłego instrumentu, potrzebie uwrażliwiania ludzi na sztukę i różnych obliczach edukacji muzycznej w Polsce.

Marlena Wieczorek: Fagocistka… Co spowodowało, że wybrała Pani ten instrument?

Karolina Borodacz: Chyba nie ja wybrałam fagot, a on wybrał mnie [śmiech]. Zdawałam egzaminy do szkoły muzycznej drugiego stopnia na fortepian, jednak w obliczu ogromnej konkurencji i, będąc zdesperowaną, żeby kontynuować naukę, w ostatniej chwili zdecydowałam się zdawać również na instrument dodatkowy, możliwie jak najmniej popularny – padło na fagot. Dostałam się i w niedługim czasie dotarło do mnie, że to jest TEN instrument. Pamiętam nagrania, którymi dzielił się z nami mój pierwszy nauczyciel – pan Andrzej Kuprianowicz. Były dla mnie silną inspiracją. Temu pedagogowi zawdzięczam bardzo wiele – posiadał niezwykłą wrażliwość muzyczną, ale też od początku zwracał uwagę na właściwy warsztat techniczny. To, w połączeniu z moim zapałem do ćwiczenia, szybko zaczęło przynosić rezultaty, co oczywiście motywowało mnie jeszcze bardziej. Im lepiej poznawałam fagot, tym więcej odkrywałam w nim niezwykłych cech: szeroka skala, możliwości wykonawcze, barwa, piękna barwa, którą da się „namalować” chyba każdą treść muzyczną.

M.W.: Szkoda tylko, że wciąż jest to instrument tak mało doceniany…

K.B.: Niestety, pokutuje przekonanie, że jest to instrument, na którym, żeby grać, nie trzeba ćwiczyć. A jest wprost przeciwnie, bo fagot bywa szalenie wymagający, zwłaszcza jeśli wiąże się z nim swoją przyszłość. Podstawowe opanowanie techniczne jest niewystarczające – żeby gra na nim sprawiała przyjemność, trzeba poświęcić mu maksimum swojej uwagi. Ten instrument to wyzwanie dla odważnych, ale tym, którzy potraktują go poważnie, potrafi się odwdzięczyć. Moim zdaniem nie ma nic piękniejszego niż śpiewny, czarujący dźwięk fagotu, i – sądząc po repertuarze – zgodziłoby się ze mną wielu kompozytorów.

M.W.: Co jest dla Pani motywacją, by być muzykiem?

K.B.: Już w szkole muzycznej uwielbiałam grać przed publicznością. Lubiłam też ćwiczyć, a moim marzeniem było, żeby występować na wielkich scenach. Teraz jednak, kiedy już jestem świadomym muzykiem i mam za sobą szereg doświadczeń, moją motywacją jest nie tylko sama przyjemność z wykonywania utworów, ale też chęć zrobienia czegoś dobrego, zbudowania jakiegoś lepszego świata. Takiego, który będzie należał do ludzi ceniących prawdziwe piękno. Czuję potrzebę bycia częścią środowiska, mającego udział w tworzeniu kultury i uwrażliwiającego ludzi na sztukę.

M.W.: Co Pani myśli o polskim systemie edukacji muzycznej?

K.B.: Uważam go za jeden z lepszych, z jakimi się do tej pory spotkałam. Chodzi mi o edukację w szkołach muzycznych. Dzieci od samego początku uczone są nie tylko gry na instrumentach, ale również teorii, mają zajęcia z rytmiki i z kształcenia słuchu, ćwiczą w zespołach, a elementarna umiejętność gry na fortepianie jest obowiązkowa. Stawiane się im wysokie wymagania, a występy i konkursy są nieodłączną częścią kształcenia. Taki jest nasz zawód i, niezależnie od krytyki, z jaką się spotkałam, uważam, że właśnie ta forma edukacji przynosi niesamowite korzyści. Oczywiście, nie jest to system doskonały, bo jest on równocześnie bardzo ograniczający. Głównie przez wszelkiego rodzaju formy kontroli jakości kształcenia. Nauka muzyki to proces bardzo indywidualny, a próby osadzenia go w sztywnych ramach podstaw programowych kończą się jego biurokratyzacją. Z jednej więc strony mamy przywilej korzystania z gruntownej formy edukacji, a z drugiej, przez wspomniany system kontroli, blokujemy swobodny rozwój artystyczny młodego człowieka.

M.W.: Czy w szkołach powszechnych jest też tak wszechstronnie?

K.B.: Nie. Jest tragicznie. W niektórych przedszkolach prowadzone są (na życzenie rodziców) zajęcia umuzykalniające, ale już w szkołach podstawowych i średnich traktuje się muzykę jak przedmiot zbędny. Winą za to obarczyć można brak kompetencji osób odpowiedzialnych za tworzenie podstawy programowej oraz nieumiejętność zaproponowania takiej formy nauczania, która zainteresowałaby młodych ludzi. W połączeniu z lekceważącym podejściem społeczeństwa powoduje to, że lekcje muzyki nie mają szansy być przeprowadzone w sposób efektywny, ani tym bardziej, by zachęcić uczniów do dalszych poszukiwań.

M.W.: Czyli reforma systemu edukacji jest koniecznością?

K.B.: Jestem zdecydowanie za wprowadzaniem zmian, ale nie zgadzam się z okrojeniem nauczania w szkołach muzycznych z przedmiotów teoretycznych – to one dają podstawy do nazywania siebie w pełni wykształconym muzykiem. Taką formę nauki, w której proponuje się wyłącznie zajęcia z instrumentu, oferują ogniska muzyczne i domy kultury, ale nie wyobrażam sobie jej w przypadku szkół kształcących zawodowych muzyków. Zgadzam się natomiast z głosami, że powszechna edukacja muzyczna potrzebuje rewolucji. Jak wielkie ma znaczenie nauczanie muzyki dla rozwoju intelektualnego młodego człowieka, można by wiele napisać, ale w skrócie – bliskie są mi ideały antyku, gdzie muzyka była traktowana na równi z matematyką czy astronomią. Była też ważnym elementem wychowania. Jeszcze bliższa jest mi koncepcja Zoltána Kodály. Chciałabym, aby wszystkie dzieci śpiewały i czerpały z tego radość, żeby to był nieodłączny element ich zabaw, żeby wiedziały kim był Mozart i Moniuszko, wreszcie – by nie traktowały muzyki z pogardą, bo jest ona po prostu naturalną częścią ich życia. Marzę, aby muzyka odzyskała należne jej miejsce i rangę.

M.W.: To bardzo ważne słowa… Czy Pani sama skupia się wyłącznie na grze, czy może działa też w sferach pokrewnych instrumentalistom?

K.B.: Uwielbiam występować, więc na pewno nie wyobrażam sobie rezygnacji z grania i poświęcenia się wyłącznie karierze pedagogicznej lub naukowej. Zbyt wiele rzeczy mnie interesuje, żeby ograniczyć się do bycia tylko instrumentalistką. Działam na przykład jako popularyzator muzyki, a przede wszystkim fagotu. Zależy mi również, by nieodłącznym elementem mojej profesji stało się pisanie i żeby moja osoba kojarzona była także z wnoszeniem wartościowych treści do kanonu literatury muzycznej.

M.W.: Muzyka jest dla mnie...

K.B.: ...jak inny świat, znacznie lepszy od tego, w którym żyjemy. Nie ma granic, jest ponad podziałami, jest językiem, który zrozumie każdy – niezależnie od swojego pochodzenia. Nie ma w nim przemocy i nienawiści, zazdrości, strachu. Jest w niej za to wolność i zrozumienie. Łączy ze sobą ludzi wszystkich ras i wyznań. Jest miejscem, w którym można się czuć bezpiecznie.

M.W.: Muzyka jest ważna dla świata, ponieważ...

K.B.: ...jest jedyną formą sztuki, która jest wieczna. Nie da się jej zburzyć, spalić ani zniszczyć, będzie istnieć, dopóki istnieją ludzie, którzy ją tworzą i jej słuchają. Była taka sama dla tych, którzy już umarli, żyją w tym momencie i dla tych jeszcze nienarodzonych.

M.W.: Gdybym była muzyką, to byłabym...

K.B.: ...śpiewem. Bo jest najbliższy człowiekowi i może towarzyszyć mu w każdej chwili jego życia. 

Organizator: Fundacja Ars Sine Qua Non
Partnerzy: Stowarzyszenie Artystów Zdolni do wszystkiego, POLMIC.PL - Polskie Centrum Informacji Muzycznej, Nadbałtyckie Centrum Kultury - Instytucja Kultury Samorządu Województwa Pomorskiego, Kampania społeczna Save the Music, MEAKULTURA.pl, Fundacja Meakultura, przesluchania.com
Dofinansowano ze środków Narodowe Centrum Kultury w ramach programu "Kultura w sieci”

Opublikowano: 2020-07-18

 

Lubisz dobrą muzykę? Interesujesz się szeroko pojętą kulturą? Potrzebujesz odbyć staż lub praktyki?

Wszystko to możesz znaleźć właśnie u nas! Poszukujemy ludzi z pasją, którzy poświęcą swój wolny czas, żeby pomagać nam dbać o wartościową muzykę. Nie jest ważne, czy masz wykształcenie muzyczne albo inną specjalizacje – dla nas liczy się tylko chęć pomocy. Każda para rąk jest na wagę złota. Napisz do nas na sekretariat@fundacjameakultura.pl.

CHCĘ ZOSTAĆ WOLONTARIUSZEM

Organizujemy także staże i praktyki w ramach czasopisma meakultura.pl. Jest to miejsce otwarte na stałą współpracę, jak i publikację pojedynczych tekstów.

Potrzebujemy też ludzi, którzy wesprą nasze działa PR-owe. Wystarczy napisać do nas na adres: wspolpraca@meakultura.pl.

Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza akceptację polityki cookies.